Europejskie fabryki aut świecą pustkami. Chińskie zlecenia i zbrojenia jako ratunek – ale czy trwały?

Najważniejsze:

  • Średnie wykorzystanie mocy produkcyjnych europejskich fabryk samochodów spadło do około 55 proc., a rentowność zakładów wymaga poziomu 65–80 proc.
  • Dwa główne ratunki branży to montaż aut chińskich marek w europejskich zakładach oraz wejście w kontrakty zbrojeniowe, Volkswagen, Renault i Stellantis już analizują lub realizują takie rozwiązania.
  • Każda z tych strategii niesie poważne ryzyko długoterminowe: chińskie zlecenia wzmacniają konkurenta, a zbrojenia wymagają kompletnej zmiany profilu produkcji i kompetencji załóg.

Europejski przemysł samochodowy wszedł w fazę, której jeszcze kilka lat temu nikt nie brał poważnie pod uwagę: fabryki stoją w dużej mierze bezczynne, a straty liczone są w miliardach euro w skali całej branży. Poszukiwanie wyjścia prowadzi producentów w zaskakujące miejsca, na chińskie zlecenia i wojskowe kontrakty. Pytanie, które nasuwa się samo: czy to faktyczne wyjście, czy jedynie odroczenie nieuchronnego?

Puste hale produkcyjne jako nowa norma

Średnie wykorzystanie mocy produkcyjnych w europejskich fabrykach aut wynosi obecnie około 55 proc. To nie tylko zły wynik, to poziom poniżej progu rentowności, który dla typowego zakładu montażowego wynosi od 65 do 80 proc. Innymi słowy: większość europejskich linii produkcyjnych pracuje dziś na stratę, generując koszty stałe bez odpowiadającego im wolumenu sprzedaży.

Taki stan rzeczy ma wiele przyczyn nawarstwiających się jednocześnie: słabnący popyt na nowe samochody, rosnąca konkurencja ze strony tańszych marek chińskich, presja regulacyjna na szybkie przejście na elektryki oraz wysokie koszty energii. Żadna z tych przyczyn nie wydaje się przejściowa, wszystkie mają charakter strukturalny.

Czytaj takze: Seat Arona od 79 900 zł, czy to najlepsza propozycja w klasie miejskich SUV-ów?

Chińskie marki mają wypełnić puste linie produkcyjne

Najszybszym sposobem na zwiększenie produkcji jest udostępnienie fabryk producentom z Chin. Stellantis już przygotowuje zakłady w Hiszpanii do montażu samochodów marki Leapmotor. Podobne rozwiązania rozważają inni producenci, Nissan prowadzi rozmowy z Chery w sprawie wykorzystania fabryki w Sunderland, a Volkswagen również nie wyklucza podobnych projektów.

Dla europejskich koncernów to szybki sposób na poprawę obłożenia linii i wyników finansowych. Dla chińskich marek oznacza natomiast łatwiejszy dostęp do rynku UE i możliwość ograniczenia skutków ceł nakładanych na samochody importowane z Chin. Ryzyko jest jednak realne: europejskie fabryki zyskują dziś zlecenia, ale jednocześnie pomagają zagranicznym konkurentom umacniać pozycję na własnym rynku.

Zbrojenia jako drugi kierunek ratunku

Równolegle producenci zwracają się ku przemysłowi obronnemu. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę wydatki wojskowe w Europie gwałtownie rosną, a program ReArm Europe zakłada przeznaczenie nawet 800 mld euro na obronność do 2030 roku. Volkswagen zdecydował się wykorzystać tę szansę, zakład w Osnabrück, który miał zostać wygaszony, zostanie przekształcony do produkcji sprzętu wojskowego. W podobnym kierunku spoglądają Renault i Rheinmetall.

To rozwiązanie ma jednak swoją cenę: przestawienie fabryki samochodów na produkcję wojskową wymaga głębokiej zmiany profilu działalności, nowych kompetencji pracowników i długoterminowych kontraktów, których uzyskanie nie jest pewne.

Ratunek czy tylko odroczenie?

Obie strategie, chińskie zlecenia i zbrojenia, dają przemysłowi motoryzacyjnemu pewne oddychanie. Żadna z nich nie rozwiązuje jednak fundamentalnego problemu: europejskie fabryki produkują za dużo jak na obecny popyt i za mało opłacalnych modeli, które przyciągnęłyby klientów. Dopóki ta luka nie zostanie zasypana, puste taśmy montażowe pozostaną trwałym elementem krajobrazu branży.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępni

Zobacz też

Więcej
Przeczytaj

Dacia Spring drugiej generacji: dla kogo naprawdę, a dla kogo zdecydowanie nie

Dacia Spring drugiej generacji to wciąż najtańsze nowe auto elektryczne w Europie – wersja podstawowa kosztuje mniej niż 18 000 euro. Nowa platforma wspólna z Renault Twingo, europejska produkcja w Słowenii i większe nadwozie to realne postępy. Ale 250 km zasięgu WLTP i 50 kW ładowania DC jasno określają, dla kogo Spring jest dobrym wyborem, a dla kogo nie.

Hyundai Santa Fe piątej generacji: rodzinny SUV z charakterem czy zbyt drogi kompromis?

Piąta generacja Hyundaia Santa Fe stawia na kanciasty design, dwa napędy hybrydowe i nawet siedem miejsc. Niemieccy testerzy ocenili wersję hybrydową 239 KM pozytywnie – ale dane sprzedażowe każą zadać pytanie, czy to wystarczy, by przekonać kupujących.

Bateria elektryka po 150 tys. km wciąż prawie jak nowa. Co to znaczy, gdy chcesz kupić używanego EV?

Większość używanych elektryków po 150 tysiącach kilometrów zachowuje ponad 90 procent pierwotnej pojemności baterii – wynika z analizy austriackiej firmy Aviloo obejmującej ponad pół miliona testów. To znacznie więcej, niż wymagają gwarancje producentów. Ale różnice między egzemplarzami tego samego modelu mogą sięgać 13,5 punktu procentowego – i właśnie dlatego wskaźnik SoH powinien zastąpić przebieg jako główne kryterium oceny używanego elektryka.

Jaguar E-Type: wyścigowe DNA w cywilnym ciele, które zrewolucjonizowało motoryzację

Jaguar E-Type debiutował w 1961 roku jako auto wyrosłe z toru wyścigowego, które jednocześnie wygrywało w estetyce i wymuszało zmiany technologiczne u konkurencji. Brak klasycznej ramy drabinkowej, masa zaledwie 1315 kg i silnik XK produkowany przez 44 lata – to konstrukcja, która wyprzedziła swoje czasy. Do dziś dzieli fanów sporem o niepotwierdzony cytat Ferrariego i osiąga na aukcjach ceny liczone w milionach dolarów.