Mercedes GLB EQ – test: nowa nazwa, więcej przestrzeni i 354 KM, które naprawdę robi różnicę

Mercedes zreorganizował swoją nomenklaturę kompaktowych SUV-ów i dawny elektryczny EQB stał się GLB EQ. Zmiana nazwy to jednak tylko punkt wyjścia: auto jest dłuższe, mocniejsze i bardziej praktyczne niż poprzednik, a wersja z najmocniejszym napędem oferuje osiągi sportowego sedana przy przestrzeni bliskiej minivanowi.

Najważniejsze:

Czytaj także: Xpeng G9 Long Range RWD – test na 1900 km przez Alpy: cena, ładowanie i realne zużycie

  • Trzy warianty mocy: 224, 272 i 354 KM. Tylko najmocniejszy ma napęd na cztery koła.
  • Ładowanie 10–80% w około 20 minut.
  • Nadwozie wydłużone o 5 cm względem EQB, frunk 127 l pod maską, opcjonalna trzecia rząd siedzeń za dopłatą.
  • Ceny od 53 455 euro za wersję bazową.

Nowa nazwa, nowa tożsamość, ale czy większa czytelność?

Do tej pory Mercedes oferował obok siebie dwa bliźniacze kompaktowe SUV-y: GLB z silnikiem spalinowym i elektryczny EQB. Stuttgart postanowił ujednolicić oznaczenia i oba modele zgrupować pod szyldem GLB, elektryczna wersja nosi teraz dopisek EQ. Czy to faktycznie upraszcza ofertę? Niekoniecznie: klient przy konfiguratorze nadal musi wiedzieć, czego szuka. Efekt wizualny jest jednak zaskakująco spójny, spalinowy i elektryczny GLB wyglądają niemal identycznie, a auto zachowało charakterystyczną kanciastą sylwetkę, zyskując nowoczesną oprawę, w tym ciągłą wstęgę świetlną z tyłu.

Czytaj także: Elektryk do 60 000 euro: Skoda Elroq 85 triumfuje w teście Auto Bild, ale Tesla bije ją zasięgiem. Co to znaczy dla polskiego kierowcy?

Z perspektywy sprzedaży strategia ma uzasadnienie. Mercedes odnotowuje na rynku krajowym spadek o 2,2% przy wzroście całego rynku o 3,6%. Tracą klasyki takie jak klasa A, C i E, GLB należy tymczasem do modeli rosnących. Elektryczna wersja może korzystać z rozpoznawalności, którą zbudowała wersja spalinowa. Czy to wystarczy, by przyciągnąć kupców wahających się między GLB EQ a konkurentami z segmentu? To pytanie, na które odpowie rynek, źródło nie podaje danych porównawczych.

Czytaj także: Elektryk za mały, elektryk za duży – test ADAC pokazuje, że liczy się efektywność, nie pojemność baterii

Topowa wersja: papierowe osiągi czy realne wrażenie?

GLB EQ jest dostępny w trzech wersjach elektrycznych: 224 KM, 272 KM i 354 KM. Tylko topowa oferuje napęd na cztery koła i wyróżnia się maksymalnym momentem obrotowym wynoszącym 515 Nm. Redakcja moz.de opisuje tę wersję słowem „Wumms”, auto ma prawdziwą moc uderzenia. Moment obrotowy dostępny natychmiast, bez zwłoki charakterystycznej dla przekładni spalinowych, sprawia, że tak duży i praktyczny samochód rodzinny potrafi zaskoczyć dynamiką. Na autostradzie osiągi są ograniczone elektronicznie, choć przy wysokich prędkościach zużycie energii rośnie nieproporcjonalnie, i tu bardziej niż osiągi liczy się kultura jazdy, którą moz.de opisuje jako komfortową i zwinną.

Oficjalne zużycie energii to 15,9 kWh na 100 km. Przy intensywnej jeździe autostradowej zużycie może przekroczyć 20 kWh/100 km, co w praktyce skraca zasięg. Naładowanie baterii od 10 do 80% zajmuje nieco ponad 20 minut na szybkiej stacji ładowania.

Przestrzeń jako główny argument dla rodzin

Względem poprzednika nadwozie urosło o 5 cm, osiągając długość 4,73 m. To bezpośrednio przekłada się na komfort pasażerów i pojemność bagażnika. Przy konfiguracji pięcioosobowej bagażnik mieści 540 litrów. W wersji siedmioosobowej, z ukrytą trzecią rzędem, zmniejsza się do 480 litrów.

Opcjonalna trzecia rząd siedzeń sprawia, że GLB EQ staje się jednym z niewielu kompaktowych SUV-ów oferujących siedem miejsc. Tylne miejsca trzeciej rzędy nie są wygodne dla osób wysokich, producent sam to zastrzega, ale dla dzieci lub okazjonalnych pasażerów to rozwiązanie wystarczające. Tylne drzwi zaprojektowano z myślą o łatwiejszym dostępie do ostatnich siedzeń, a druga rząd jest przesuwna.

Elektryczna konstrukcja przynosi dodatkowy bonus niedostępny w wersjach spalinowych: frunk, czyli schowek pod przednią maską o pojemności 127 litrów. Dla rodziny z wózkiem, sprzętem sportowym lub po prostu potrzebującej oddzielić brudne buty od reszty bagażu, to realna korzyść, którą trudno przecenić w codziennym użytkowaniu.

Wyposażenie seryjne i ceny: gdzie jest granica rozsądku?

Seryjnie auto otrzymuje między innymi dwustrefową klimatyzację automatyczną, elektryczną klapę bagażnika, kamerę cofania, ogrzewanie przednich foteli i panoramiczny dach. Asystent głosowy korzysta ze sztucznej inteligencji i integruje dane z takich źródeł jak ChatGPT czy Google Maps.

Cena wyjściowa GLB EQ to 53 455 euro. Cena testowanego wariantu z napędem na cztery koła nie została podana przez źródło, jednak może istotnie wzrosnąć wraz z opcjami. Dla porównania: źródło nie podaje cen konkurentów, ale warto pamiętać, że w tej półce cenowej nabywca ma wybór. GLB EQ konkuruje więc nie tylko rozpoznawalnością marki, lecz musi uzasadnić cenę konkretnymi argumentami. Przestrzeń, frunk i siedem miejsc w opcji to argumenty realne. Auto jest produkowane na Węgrzech, co w segmencie premium jest dziś standardem, a nie wyjątkiem.

Najczęściej zadawane pytania

Czy topowa moc w rodzinnym SUV-ie to coś więcej niż liczba w folderze?

Według relacji z jazdy testowej, tak. Moment obrotowy dostępny od razu sprawia, że auto w ruchu miejskim i przy wyprzedzaniu zachowuje się znacznie żywiej niż gabaryty sugerują. Redakcja opisuje prowadzenie jako zwinne i komfortowe zarazem. Przy wyjeździe na autostradę i prędkościach bliskich maksymalnym przewaga dynamiczna ustępuje miejsca wzrostowi zużycia energii.

Czy frunk naprawdę zmienia codzienne użytkowanie?

127 litrów pod przednią maską to przestrzeń, której w żadnej spalinowej wersji GLB nie ma. W praktyce oznacza to możliwość oddzielenia mokrego lub brudnego sprzętu od głównego bagażnika, istotna korzyść dla rodzin z dziećmi, rowerzystów czy narciarzy. Przy konfiguracji siedmioosobowej, gdy bagażnik jest mniejszy niż w wersji pięcioosobowej, frunk staje się realnym uzupełnieniem przestrzeni ładunkowej.

Czy warto dopłacać do wersji z napędem na cztery koła?

Źródło nie podaje szczegółów o zachowaniu tańszych wariantów na drodze. Wiadomo natomiast, że tylko topowa wersja z 354 KM ma napęd 4Matic, przy tej mocy to rozwiązanie uzasadnione, bo pozwala efektywnie przenieść moment obrotowy na nawierzchnię. Nabywca wybierający 224 lub 272 KM musi pogodzić się z brakiem napędu na cztery koła niezależnie od preferencji.

Fot. materiały producenta (mercedes-benz.pl)


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Udostępni

Zobacz też

Więcej
Przeczytaj

Dacia Spring drugiej generacji: dla kogo naprawdę, a dla kogo zdecydowanie nie

Dacia Spring drugiej generacji to wciąż najtańsze nowe auto elektryczne w Europie – wersja podstawowa kosztuje mniej niż 18 000 euro. Nowa platforma wspólna z Renault Twingo, europejska produkcja w Słowenii i większe nadwozie to realne postępy. Ale 250 km zasięgu WLTP i 50 kW ładowania DC jasno określają, dla kogo Spring jest dobrym wyborem, a dla kogo nie.

Hyundai Santa Fe piątej generacji: rodzinny SUV z charakterem czy zbyt drogi kompromis?

Piąta generacja Hyundaia Santa Fe stawia na kanciasty design, dwa napędy hybrydowe i nawet siedem miejsc. Niemieccy testerzy ocenili wersję hybrydową 239 KM pozytywnie – ale dane sprzedażowe każą zadać pytanie, czy to wystarczy, by przekonać kupujących.

Bateria elektryka po 150 tys. km wciąż prawie jak nowa. Co to znaczy, gdy chcesz kupić używanego EV?

Większość używanych elektryków po 150 tysiącach kilometrów zachowuje ponad 90 procent pierwotnej pojemności baterii – wynika z analizy austriackiej firmy Aviloo obejmującej ponad pół miliona testów. To znacznie więcej, niż wymagają gwarancje producentów. Ale różnice między egzemplarzami tego samego modelu mogą sięgać 13,5 punktu procentowego – i właśnie dlatego wskaźnik SoH powinien zastąpić przebieg jako główne kryterium oceny używanego elektryka.

Jaguar E-Type: wyścigowe DNA w cywilnym ciele, które zrewolucjonizowało motoryzację

Jaguar E-Type debiutował w 1961 roku jako auto wyrosłe z toru wyścigowego, które jednocześnie wygrywało w estetyce i wymuszało zmiany technologiczne u konkurencji. Brak klasycznej ramy drabinkowej, masa zaledwie 1315 kg i silnik XK produkowany przez 44 lata – to konstrukcja, która wyprzedziła swoje czasy. Do dziś dzieli fanów sporem o niepotwierdzony cytat Ferrariego i osiąga na aukcjach ceny liczone w milionach dolarów.